Well of Eternity Sandbox

Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Home
  • AoS Artworks
  • teeesty
Cześć,

Zapewne już nikt nie pamięta o tym, że jakiś czas temu podjąłem próbę (bardzo ambitną) reanimacji starego Hellcannona, który leżał i kurzył się na półce od wielu lat.
Age of Sigmar spowodował jego nagły powrót do łask, co w połączeniu z moim powrotem do hobby zaowocowało rozpoczęciem projektu Hellcannon 2.0. o czym pisałem TUTAJ i TUTAJ.

Prace nad demonicznym działem na długi czas stanęły jednak w miejscu. Inne projekty pochłaniały zdecydowanie za dużo czasu a w dodatku w pełni uwidocznił się u mnie syndrom "Nie kończę rozgrzebanych modeli a zaczynam następne". I tak to Hellcannon w częsciach leżał (a czasem o zgrozo - straszył na stołach podczas bitew).
Tymczasem zaś nadszedł urlop a urlop jak wiadomo sprzyja robieniu wszystkiego na co normalnie brakuje czasu. W moim wypadku jedną z takich rzeczy okazało się ogarnięcie działa.

Obsługa co prawda musi jeszcze chwilę poczekać, ale póki co udało mi się w zasadzie skończyć zasadniczą część modelu (wymaga jedynie kilku kosmetycznych poprawek ale znów - dzisiaj idealny czas na zdjęcia).

Hi!
After long time i`m back with my Hellcannon project. I started couple months ago but because of other projects i didn`t finished this awesome piece of daemon artillery. BUT! Yesterday i started my holiday so i decided to finish the job and here it is - Hellcannon (but without crew, they are still in realm of black primer... ;)
Hope you enjoy!








 I dla porównania działo przed przemalowaniem.
PS. Przy okazji widzę postęp w temacie zdjęć.
Last photo - Hellcanon before repainting.

PS. I mały... bonus, chociaż ciężko powiedzieć czy to bonus - pierwsza, póki co bardzo nieudolna próba z video. Jest źle, więc może być tylko lepiej - tak jak ze zdjęciami - kwestia wprawy i warsztatu.

And a little bonus - my first video try - terrible quality but this is only beginning. There is much to do...


Do następnego!
W.

Cheers!
W.






 

Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Cześć,
Dzisiaj (nie taki znowu) szybki opis zmagań w weekendowym mini-turnieju organizowanym przez krakowski CUBE. Mini-turniej bowiem frekwencja raczej śladowa, co nie przeszkodziło w rozegraniu trzech tur. Graliśmy na 1500 punktów w formacie Matched Play, zatem pytanie – co udało mi się upchnąć?
Otóż, to :) :

1 x Harbringer of Decay
1 x Archaon
1 x Wulfrik the Wanderer

3 x 5 Putrid Blightkings
2 x 10 Marauders of Chaos with mk. Of Nurgle

1 x Hellcannon


Jak widać to kreatywne rozwinięcie armii którą opisywałem ostatnio TUTAJ. Dodatkowe 500 punktów pozwoliło mi na załatanie największych dziur w armii (brak artylerii i mała liczba modeli). Za artylerię do snajpienia bohaterów wroga robi Hellcannon (jedna z lepszych maszyn w grze, groźna też w walce wręcz), za dodatkowe modele, a przy okazji za sposób na okopane maszyny wroga robią maruderzy i Wulfrik (dzięki umiejętności tego ostatniego mogę w drugiej turze pojawić się na dowolnym krańcu stołu… i wymordować obsługę katapult, maszyn, dział, i tym podobnych ustrojstw).
Graliśmy trzy bitwy, każda z innym scenariuszem z General`s Handbooka.

Pierwsze starcie: vs Skaven
Scenariusz: Take and Hold

Przeciwnik wniósł na stół dwa Warplighting Cannon, 10 x Chaos Warriors, 30 x Chaos Marauders, 3x Stormfiend, Verminlord, Arch-warplock (czy jakoś tak…)


Rozstawienie przed bitwą, widać "latarki" i zwartą kupę zgnilaków w zamyśle chroniącą się przy harbringerze przed mortalami

Scenariusz prosty – dwa znaczniki w dwóch strefach rozstawienia, wygrywa ten, kto kontroluje oba, lub ten kto zabił więcej punktów jeśli nikt nie zdobędzie znacznika przeciwnika.


I weź się tu człowieku przebijaj przez to wszystko, żeby kontrolować znacznik...

Bardzo nie chciałem trafić na tą armię przed rozpoczęciem mini-turnieju i oczywiście dostałem szczury już na śniadanie. Bałem się przekokszonych „latarek” czyli Warp-lighting Canonów, które idealnie nadają się do zdejmowania bohaterów na których moja armia się opiera. W dodatku skaveny mają to do siebie, że generują ogromne ilości mortal woundów na które ciężko znaleźć odpowiedź. Zapomniałem też o tym, że Stromfiendy „wykopują się” gdzie chcą. W moim przypadku w rezerwie pozostał tylko Wulfrik i jedna dziesiątka maruderów, którzy „popłynęli w górę rzeki” aby otoczyć przeciwnika.


Początek bitwy potwierdził moje najgorsze obawy. Przeciwnik miał pierwszą turę i poza dość ostrożnymi ruchami udało mu się już na starcie zestrzelić buffującą podstawę mojej armii – Harbringera co oznaczało również, że nie mam co liczyć na obronę przed skaveńskimi mortal woundami. Na dodatek Stromfiendy wykopały się tuż przy trzymających w pierwszej turze znacznik maruderach po których zostało tylko wspomnienie.  Jedyne co napawało optymizmem to nieudany „teleport” szczurowatego inżyniera na moje linie.


Desant Stormfiendów i heroiczna obrona znaczników przez dwa oddziały putridów

Odpowiedziałem jak mogłem najlepiej – Archaon i oddział Putridow ruszyli śmiało ku wrogom, dwa oddziały putridów musiały zmierzyć się ze Stormfiendami i całkiem nieźle im to wyszło – posiekali jedną z bestii na kawałki druga lekko nadgryźli. (co przy sv4+, 6 ranach/ model było pozytywnym akcentem).
Na szczęście udało mi się wygrać rzut o inicjatywę w drugiej turze co w moim odczuciu bardzo mocno wpłynęło na wynik bitwy. Dzięki temu Wulfrik i wesołe chłopaki z kutra mogły wbić się na flankę gdzie porąbali na szczapki jedno skaveńskie działo i podeszli blisko drugiego. W tym samym czasie w osłaniających je wojowników chaosu wpadł Archaon (nie ma tak, że dla szczurów będą wojowie chaosu walczyć) i uszczknął kilku na starcie. Putridzi tłukli się dalej ze Stormfiendami. Sytuacja nie zmieniała się przez kolejne tury. Archaon i maruderzy (wyjątkowo twardzi – wniosek – brać im tarcze. Zawsze) przegryzali się przez wojowników, maruderów, działo by dobrać się do znacznika przeciwnika, podczas gdy na drugim krańcu stołu putridzi desperacko bronili się przed Stormfiendami, Verminlordem i Inżynierem. Obie operacje zakończyły się sukcesem (archaon w jednej turze posłał większość wojowników na łono khorna, podobnie z maruderami. Z kolei putridzi dzięki szczęśliwym rzutom zadawali tony obrażeń wszystkiemu w okolicy z Verminlordem włącznie – 9 ran w jedną turę to niezły wynik).


 
 Powoli ale do przodu. Czyli Archaon i spółka spacerują po linii nieprzyjaciela
 
Szczęścia naprawdę brakowało mojemu przeciwnikowi. Rzuty w walce wręcz nie mogły być już chyba gorsze i o ile szczury nadrabiały to mortal woundami z czarów i innych diabelskich urządzeń to nie równoważyło to dramatycznie niskiej skuteczności w walce „na noże”.
Ostatecznie na stole został tylko skaveński inżynier, tymczasem z sił nurgla uchowało się dokładnie tyle ile było potrzeba aby kontrolować oba znaczniki (chociaż putridzi sporo się w tej bitwie nabiegali). Uścisk dłoni zwieńczył dzieło – krwawe i z trudem wydarte ale jednak udane.

Nie taki szczur straszny jak go malują (ale za to pomalowany ładnie i z dodatkowymi smaczkami)

Wygraną na pewno ułatwił mi wygrany rzut o inicjatywę w drugiej turze bitwy. Kolejna salwa z dwóch skaveńskich dział mogłaby przerzedzić moje szeregi na tyle, że nie miałbym już dość jednostek pod koniec bitwy na kontrole obu  znaczników. Przy okazji pojawiłem się „wikingami” blisko przeciwnika, dzięki czemu podzieliłem jego siły na dwie części, które nie mogły się wspomagać (swoje przy okazji też ale i w jednym i w drugim głównym starciu miałem jednak przewagę)
Archaon po raz kolejny w tej bitwie udowodnił, że jest potworem w walce wręcz, przy niewielkim wsparciu Wulfrika (i jeszcze mniejszym maruderów) przejechał po 10-tce warriorów, dwóch działach i 30-stce maruderów.
Putridzi również nie zawiedli, spisali się nawet lepiej niż się spodziewałem. Wybili Verminlorda, 3 Stormfiendy i nie pozwolili się przy tym usmażyć zielonym ogniem skavenów.
Przede wszystkim jednak miałem w tej bitwie kupę szczęścia, którego zabrakło przeciwnikowi. Pozostaje świadomość, że przy kilku innych rzutach wynik mógł być odwrotny.
PS. Ilość zasad specjalnych armii o których zapomniałem w tej bitwie była równie wielka jak moje szczęście. ;) – WNIOSEK – na kolejne granie drukuję wszystkie zasady specjalne do wykorzystania (+ „Włącz światła” na wszelki wypadek).

Drugie starcie:
Vs Seraphons
Scenariusz: Border War


I ponownie mogłem powiedzieć, że tzeentch pobłogosławił mnie sporym wyzwaniem – w scenariuszu w którym podstawą było zdobywanie punktów za kontrole znaczników (aż czterech na stole) dostała mi się armia, która potencjalnie była najbardziej mobilną ze wszystkich biorących udział w turnieju. Mobilność gwarantowały 3 oddziały skinków-kameleonów, do tego Razordon, 3 x 10 Temple guards, bohater na Carnosaurze i drugi ze sztandarem. Część z tego upakowana w batalion, dzięki czemu w optymalnym ustawieniu przeklęte „saurusowe strażniki światynnne” miały sv 2+, ignorowały renda a jeśli nie szarżowały i ogólnie nie ruszały się w danej turze zadawały D3 obrażeń zamiast jednego.
Nie dość, że mobilnie to jeszcze w dodatku bardzo wytrzymałe. A jak na złość miałem mało opcji wbijania mortal woundów (poza Hellcannonem, który planowo miał i tak przestać strzelać w pierwszej turze po tym jak kameleony przerobią jego obsługę na jeże pewniakiem był w zasadzie tylko Archaon, na „6” od putridów raczej nigdy nie liczę).

Linia wroga - Razordon, 3 x saurusy, sztandar, Carnosaur (skinki w zasadzce)

Bitwę zaczął niestety przeciwnik dzięki czemu uzyskał spora przewagę maszerując z pełną szybkością ku granicznym znacznikom i przejmując je oba (jeden Razordonem, drugi Carnosaurem i oddziałem saurusów. Zgodnie z założeniami również w pierwszej turze pojawiły się skinki, które rozstrzelały obsługę hellcannona.
Nie było wyjścia, trzeba było działać nie patrząc na straty. Czym mogłem, wyrwałem do przodu aby wykorzystać atut cover save, który zapewniały umieszczone tuż przy znacznikach ruiny i las. Na Razordona posłałem tylko 10 maruderów, Hellcannon i oddział putridów wyrzynali skinki a reszta okopała się przy znacznikach. Udało mi się przejąć oba bordery i utrzymać własny. Tutaj pamiętałem o zasadzie saurusów (D3 dmg) dlatego szarż nie było, chociaż mogły – kupiłem sobie tym jedną turę.





Tak to właśnie wyglądało - duży młyn na lewej flance saurusów, desant Wulfrika na tyły, i trzymanie znacznika przez maruderów na prawej flance.

Przeciwnik wygrał inicjatywę i zaszarżował czym się tylko dało. Na szczęście dobrze okopani putridzi i archaon wytrzymali (łącznie spadły 4(!) rany z dwóch oddziałów putridów i jedna z Archaona). W tym czasie umarła reszta skinków uwalniając „Helkę” i ostatnich putridów. Wszystko ruszyło żwawo ku przeciwnikom. Razordon nie popisał się ściągając dwóch maruderów, dalej miałem więc kontrolę nad jednym borderem przeciwnikowi został drugi i własny znacznik.
Nie na długo. W drugiej turze na stół wyszedł Wulfrik i maruderzy (ponownie – możliwość wyjścia w dowolnej odległości od przeciwnika daje kolosalną przewagę). Miałem pewne 4 punkty za kontrolę celu przeciwnika. Maruderzy okopani w lesie czekali na hellcannona, reszta armii tłukła się z niezniszczalnymi saurusami. Większość obrażeń zadał Archaon (magiczny pocisk i pojedyncze trafienia których przeciwnik nie sejwował (a każde to trzech martwych saurusów).

Tak wyglądała właściwie cała gra – szachy i mozolne przepychanie się pod granicznymi znacznikami. Jedyne co bardzo zabolało to umiejętność Carnosaura powodująca, że nawet przy automatycznie zdanym teście bravery przeciwnik rzucał kością, jeśli jego wynik był wyższy niż mój przy rzucie na bravery automatycznie uciekało z pola bitwy D3 moich modeli. Problemu by nie było, gdyby uciekały na przykład clanrat, ale w tym przypadku uciekali Putridzi (wystarczyło, żebym stracił jednego. Test na bravery (auto-pass, ale pech chciał, że rzucałem nisko, 1-2, więc nawet z bonusem od Archaona przeciwnik przerzucał mnie). W ten posób straciłem półtora oddziału putridów. Ciężką sytuację uratował Harbringer (Archaon stał już na jednej ranie, Harbringer na dwóch, putridów zostało tylko sześciu) szarżując na Carnosaura stojącego na dwóch ranach. W odpowiednim momencie wykorzystał swój Rotsword (raz na bitwę na 2+ bohater przeciwnika w kontakcie otrzymuje D3 mortal woundów). Stwierdziłem wóz albo przewóz, szarża się udało, jedynki nie było, a na D3 rzuciłem 2 rany. Carnosaur padł, saurusy już przerzedzone kontrolowały tylko swój objectiv (nie mogły się ruszyć bo w pobliżu warował Wuflrik (maruderzy zostali zjedzeni), przeciwnik  na szybko policzył, wychodziło jasno, że nie ma już szans odrobić strat. Uścisk dłoni i major dla mnie ale było naprawdę trudno.

Co było moim zdaniem decydujące?
Wufrik i maruderzy pojawiający się znikąd – 4 punkty które wpadły na moje konto to jedno, drugie to fakt, że przeciwnik musiał trzymać jeden oddział saurusów z tyłu, niejako poświęcając ich na moje niewiele znaczące w normalnej bitwie posiłki. Wiadomo było, że padną od dotknięcia jaszczurek ale swoje zrobili.
Okopanie się przy znacznikach. Udało mi się wygrać rzut o wybór strony dzięki czemu udało mi się przejąć pozycje obronne przy obu znacznikach granicznych dzięki czemu łatwiej przetrwałem szarże saurusów (umiejętnie ograniczyłem liczbę walczących modeli a przy tym miałem +1 do rzutów na sv.
Bardzo bolesne za to było powolne przegryzanie się przez saurusów i wspomniana wcześniej abilitka Carnosaura na którą nie byłem przygotowany i która omal nie przeważyła losów bitwy na korzyść przeciwnika (gdyby nie heroiczna szarża Harbringera i łut szczęścia nie miałbym przewagi na granicznym znaczniku, Carnosaur mógłby w kolejnej turze zjeść mi Archaona i… mogło być krucho. Szczęście jednak sprzyjało odważnym (i trędowatym).

Trzecie starcie:
Vs High Elves
Scenariusz: Gifts from Heaven


Ostatnie starcie to wyścig po upadłe gwiazdy, na które ostrzyły sobie również zęby wysokie elfy. Przeciwnik znany i ograny aż do bólu (Piotr, z tego miejsca pozdrowienia! Składaj smoka) więc zaskoczeń wielkich nie było. Tym razem zamiast feniksa pojawił się książę na gryfie, do tego dwa ciężkie karabiny maszynowe zwane dla niepoznaki Bolt thorwerami, 20 Phoenix guardów, 2x5 Ellyrianów i Caradryan których wspierał zaciężny oddział 5 Liberatorów.

O dziwo – tutaj byłem spokojny o wynik. W obecnym kształcie Age of Sigmar mocno promuje dwa rodzaje jednostek – duże monstery i mocno zbuffowane jednostki (najczęściej w pobliżu tychże monsterów). W armii elfów nie było pierwszego, a drugie występowało w postaci 20 phoenix guardów więc nie było aż tak straszne jak w przypadku chociażby saurusów z poprzedniej bitwy. Przeciwnikowi nie pomagał też fakt, że elfy póki co nie zostały odświeżone więc ich grywalność jest momentami mocno problematyczna.

W pierwszej turze zdjąłem jedną balistę (Hellcanon hell yeah) a resztę armii rozlokowałem tak, aby po pierwsze maksymalnie wykorzystać cover  po drugie pozostać jak największą liczbą oddziałów w zasięgu działania abilitki harbringera a po trzecie być blisko miejsc w których mogą spaść gwiazdy. Przeciwnik w odpowiedzi wykorzystał mobilność gryfa i ellyrianów – zdjął całą obsługę Hellcannona (skąd my to znamy) i coś postrzelał po maruderach, ci jednak znów wykazali się odpornością i spadł tylko jeden. Druga balista wbiła dwie rany harbringerowi (co przy tarczy na nim trzeba uznać za dobry wynik).
W drugiej turze spadły meteory. Tak u mnie jak u przeciwnika trochę jak na złość na tych słabszych flankach, co oznaczało więcej emocji… tyle, że emocji zabrakło.
W drugiej turze na stole pojawił się Wulfrik i dziesiątka maruderów. Maruderzy od razu roznieśli pozostałą przy życiu balistę, Wulfrik zaszarżował na piątkę Ellyrianów wiążąc ich w walce. W tym samym czasie Hellcannon nadal walczył z Gryfem, jedna jednostka Putridów zaszarżowała na wspierających gryfa ellyrianów (udało się rzucić 11 na szarżę…), Archaon przesunął się tak aby w kolejnej turze być już na meteorycie przeciwnika (podobnie jak pozostałe dwie jednostki putridów)… Słowem układ na stole był taki, że niezagrożona była tylko 20 feniksów, która była też dość daleko od meteorytu. W dodatku udało mi się wyleczyć dwie zadane Harbringerowi rany. Słowem – wszystko wychodziło tak jak chciałem i kiedy chciałem. Widząc to przeciwnik skapitulował. Podaliśmy sobie ręce i na tym trzecia bitwa się skończyła.



Ostatnia bitwa trwała może jakieś 25 minut, miałem więc trochę czasu by dopingować drugi stół.

W tym przypadku kluczowe okazało się rozstawienie jednostek PRZED bitwą. Udało mi się przewidzieć w jaki sposób potoczy się gra i przygotować się na to co pozwoliło mi w drugiej już turze osiągnąć taką przewagę sytuacyjną, że zwycięstwo było tylko kwestią czasu.
Nie bez znaczenia było kilka ryzykowanych posunięć – szybka szarża samotnym Archaonem by zagrozić przeciwnikowi, wykorzystanie Wulfrika i maruderów do związania jednostek wroga tak, aby nie mogły przesunąć się bliżej artefaktu, z kolei po mojej stronie pola bitwy zagęszczenie oddziałów tam gdzie spadł meteor i daleka szarża putridami („a co mi – najwyżej się nie uda…”) zaowocowały kompletną kontrolą stołu.

Póki co więc, zgnilaki dobrze sobie radzą, zobaczymy co wymyślą przeciwnicy przy okazji kolejnych bitew.

Do następnego!
W.

Ps. Zdjęcia dzięki uprzejmości obsługi CUBE Kraków bo jak zwykle zabrakło mi podzielności uwagi i z całego turnieju mam trzy zdjęcia własne.

Share
Tweet
Pin
Share
9 komentarze
Cześć,

Jak wiecie walczę z ambitnym - przynajmniej jak dla mnie - projektem o którym pisałem już wcześniej TUTAJ. Prace powoli posuwają się do przodu więc postanowiłem wrzucić kolejną porcję fotek i informacji o samym modelu.

Pierwsze co musiałem zrobić to rozłożyć go na części pierwsze. Wbrew pozorom nie było to takie proste jak się spodziewałem. Napawa mnie to satysfakcją bo bądź co bądź to moja robota ale też przysporzyło sporo problemów przy "rozbiórce".
Mimo przeciwności udało się jednak rozdzielić wszystkie elementy (przy pomocy acetonu, mnóstwa wrzątku i nieocenionych narzędzi dentystycznych w połączeniu z dużą ilością przyłożonej siły). Nie obyło się bez kilku wpadek, klej w dwóch miejscach zwyciężył i zamiast rozkleić elementy ułamałem je, ale mam nadzieję że bez problemu złącze je przez pinowanie.

Rozłożony na części pierwsze Hellcannon
Ułamany bolec łączący część z resztą ramy działa
Przy okazji tego etapu pracy, przypomniałem sobie, że Hellcannon składa się z 23 oddzielnych części (nie licząc obsługi i łańcuchów mocujących go do ziemi, które to niestety łańcuchy zaginęły gdzieś dawno temu za górami i lasami). To dużo jak na model GW z tamtych lat. ;)
Drugi ciekawy fakt - zważyłem wszystkie części (nie wiem w zasadzie czemu, testowałem działanie ulubionej wagi kuchennej żony po drobnych naprawach). Wyszło równe 300 g.
Dla porównania - plastikowy Daemon Prince waży według tej samej wagi 39 g, a dwóch plastikowych Bloodletterów 3 g. 

Po rozłożeniu na części pierwsze zaczęło się czyszczenie. Kąpiel w acetonie i późniejsze szorowanie rozwiązały problem i tą część mogłem uznać za zakończoną. Raz jeszcze metalowy model okazał się łatwy w czyszczeniu (spodziewam się, że z finecastowym byłoby dużo więcej pracy i uwagi na tym etapie).
Przy okazji kilka fotek już rozłożonych elementów przed ostatnim etapem czyszczenia z farby:

 Elementy ramy działa po pierwszym etapie czyszczenia

 "Kołpaki" kół głównych po pierwszym etapie czyszczenia

Komplet kół działa z podstawką 25mm dla porównania wielkości
Przy okazji rozkładania modelu jedna fotka dla zobrazowania spasowania poszczególnych części, które delikatnie rzecz biorąc nie jest najlepsze i na późniejszym etapie będzie wymagało sporo rzeźbienia.

"Spasowanie" elementów lufy działa
Wyczyszczone - na miarę możliwości - wymyte i wysuszone elementy trafiły na taśmę lakierniczą ;). Na wszystkich nałożyłem podkład z puszki GW - Chaos Black. Tutaj nie ma co się szczególnie rozpisywać. Bez problemów.
Czarny podkład, czarny chleb i czarna kawa (na zdjęciu tylko podkład)
Jeśli chodzi o prace przy samym modelu to pierwsze elementy zyskują powoli bazowe kolory, ale póki co nie nadaje się to jeszcze na sesję foto.
W tym samym czasie starałem się również ogarnąć temat podstawki pod działo i obsługę (w moim zamyśle wszystko będzie stało na jednej podstawce). 
Pierwszą i zasadniczą kwestią jaka się pojawiła jest oczywiście rozmiar bazy. Sprawa nieco się tutaj komplikuje, bowiem po przymierzeniu modelu do owalnej bazy od Bloodthirstera doszedłem do wniosku, że jest ona zwyczajnie za mała jak na moje potrzeby. Poszukałem w sieci informacji o większych podstawkach i wydaje mi się, że ostatecznie padnie na tą wielkości bazy dla nowego Archaona (160mm round base). Poniżej fotografie ilustrujące dylemat i wielkości podstawek:


 Owal pod monstrualną kawalerię - czyli jak "dłoń w rękawiczce" ;)

"Okrąglak" pod Daemon Prince`a na którym z trudem mieści się sama armata
Talerzyk deserowy, czyli Archaonowa podstawka (w gratisie porównanie ze starą wersją)
Myślę, że przy założeniu skonstruowania niemal scenicznej bazy pod model i obsługę 160mm powinna sprawdzić się najlepiej.
Drugim elementem prac nad podstawką były pierwsze próby z różnymi miksturami mającymi imitować błoto (i łączenie tychże z miksturami śniegu). O tym jednak również następnym razem, bowiem póki co czekam na efekty wczorajszych działań (wszystko musi wyschnąć, opaść, stężeć, związać itp. itd. żeby można było ocenić realne efekty). Póki co z pierwszych prób jestem zadowolony, ale z pewnością jest jeszcze co ulepszać (a przy okazji okazało się, że przy dobrym błocie śnieg wygląda bardzo słabo).

Na teraz zatem to wszystko, do następnego!
W.




Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Cześć,

Tym razem na warsztat - dosłownie i w przenośni - trafia jedna z ciekawszych jednostek z armii Warriors of Chaos - Hellcannon.


1. Czyli o tym co było...
Pamiętam jak debiutował w hordzie Archaona, kiedy ten próbował po raz pierwszy zniszczyć stary porządek. Model robił wtedy niesamowite wrażenie, tym bardziej, że w obsłudze dzielnie służyły chaos dwarfy - dla wielu pozostające przedstawicielami mitycznej armii porównywalnej z jednorożcami.

Oryginalność Hallcannona od zawsze polegała na tym, że jako jedna z nielicznych jednostek w armii chaosu była przeznaczona w zasadzie wyłącznie do ostrzału. Działo to już było coś w owych czasach, co jednak powiedzieć o demonicznym dziale z zaklętą weń demoniczną esencją, strzelającym ładunkami czystej, chaotycznej energii, które w każdej chwili gotowe jest samo z siebie rzucić się do przodu w ślepej szarży aby dosłownie zeżreć nieszczęśników których dorwie?

Brzmi zacnie, wygląda świetnie, co więc było z nim nie tak? Pierwszym problemem był fakt, że zajmował slot "Rare" w którym konkurencja była mocno zacięta, drugim jego koszt punktowy, trzecim zaś ogólna kompozycja najmocniejszych armii chaosu opartych na maksymalizacji obrażeń w CC, w tych warunkach mocne, ale nie "OP" demoniczne działo nie broniło się na tyle, aby na stałe zagościć w moich rozpiskach.

2. Czyli o tym co jest...
Archaonowi jednak ostatecznie coś się udało, udowodnił bogom, że w przeciwieństwie do pewnego pana z dużym szponen i kompleksem odpadających ramion potrafi poradzić sobie z siłami porządku i zniszczyć nie tylko jedną planetę ale całe uniwersum.


Wraz z nadejściem nowego uniwersum nadeszły też nowe zasady dla Hellcannona. Nagle okazało się, że jest to jedna z najlepszych broni dystansowych w całej grze.
Jej siła polega na tym, że w przeciwieństwie do zwykłych armat, ta zadaje mortal woundy, w dodatku strzela dwa razy w turze, trafiając i raniąc (przy zwykłym szczęściu) na 3+. W dodatku nie musi widzieć swojego celu. Po prostu - odpalasz i zapominasz o wybranej jednostce w odległości do 48". Urocze.
Mniej urocze jest to, że przeklęty demon tkwiący w machinie lubi w najmniej odpowiednim momencie wyrwać się spod kontroli i rzucić się do szarży. Na nic łańcuchy, na nic kajdany, krasnoludy mogą tylko patrzeć jak Hellcannon radośnie szarżuje do przodu.


Mimo tej wady w mojej armii ma póki co pewne miejsce. Idealnie nadaje się do polowania na wrogie machiny, których całkiem sporo w Age of Sigmar, podobnie szybko rozprawia się z bohaterami (mortal woundy to naprawdę mocna rzecz). Z moich doświadczeń wynika jasno, że Hellcannon albo jest MVP bitwy albo jest liderem peletonu i poza tym nie robi nic.

3. Czyli o tym co będzie...
Będzie mam nadzieję odświeżony Hellcannon na dużej, owalnej podstawce w klimacie naprawdę głębokiego błota i roztopów. Zdjęcia powyżej przedstawiają stan obecny, czyli moje malowanie sprzed dekady kiedy to dysponowałem kilkoma dosłownie farbami, starym pędzlem i entuzjazmem, który nie pozwalał na zbytnie rozwodzenie się w tematach cieniowania, szejdowania, glowingu i innych takich.
Mam zatem zamiar rozłożyć go na części pierwsze, wyczyścić, zaszpachlować (szpachla, szpachla szpachla..) i pomalować na nowo, mniej więcej w stylu modeli (w tym 3d), których fotografie wyszukałem w ramach zbierania materiałów:


Drugą częścią projektu jest stworzenie "scenicznej" podstawki pod działo, utrzymanej w błotnisto-śnieżnej tonacji. Ma być brudno, ma być realistycznie. Tutaj też wyszukałem trochę materiałów poglądowych, zarówno jeśli chodzi o materiały z których błoto dobrze zrobić jak i o sam proces jego tworzenia i umieszczania na podstawce i samym dziale (i tak - duuużo można się nauczyć z modelarstwa redukcyjnego).

 

Materiały i tutoriale:
  • Świetny tutorial/step-by-step na temat weatheringu (rdza i przede wszystkim BŁOTO) dostępny TUTAJ 
  • Tutorial dotyczący tworzenia błota - krok po kroku, świetnie wyjaśnione, ale co Coloured Dust to Coloured dust... Konkretnie TUTAJ
Mam nadzieję sukcesywnie wrzucać zdjęcia z postępami prac i ostatecznie pokazać nieco odświeżone demoniczne działo.

Oby się udało, do następnego!
W.


Share
Tweet
Pin
Share
5 komentarze
Older Posts

Labels

artworks battle report painted taktyka

recent posts

Created with by BeautyTemplates| Distributed By Gooyaabi Templates