Well of Eternity Sandbox

Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Home
  • AoS Artworks
  • teeesty
Cześć,

Miało być o plagusach ale wyszło jak zwykle. Nie wszyscy się jeszcze wykluli do zdjęcia rodzinnego, wobec czego postanowiłem pokazać jeden ze starszych projektów, który ukończyłem na długo zanim w ogóle pomyślałem o założeniu bloga.

Na warsztat trafiły wówczas pierwsze plagusy, które na zdjęciach występują między innymi TUTAJ a przy okazji prac nad nimi postanowiłem również wzbogacić swoją nurglowa hordę o najmniejsze i najzabawniejsze demony - nurglings!

Czyż nie są urocze?

Dostajemy ich w pudle z plagusami całkiem sporo (GW poszalało!), w naprawdę świetnych, przezabawnych pozycjach, które aż proszą się o jakieś ciekawe zastosowanie - niekoniecznie zgodne z przeznaczeniem a więc razem z plagusami.

Jeśli chodzi o ich zastosowanie w grze Age of Sigmar to jest to jedna z tych jednostek, które zbyt często na stołach w mojej armii gościć nie będą :)

Brak save, bardzo słabe statystyki ataku (5+/5+/-/1) powodują, że nie są to tytani walki wręcz.
Jak przystało na demony nurgla są za to dość odporne w czym wybitnie pomaga jedna z ich umiejętności specjalnych powodująca ich automatyczne wyleczenie do pełnego stanu ran (każda podstawka ma 4 rany) w każdej fazie hero. Oznacza to, że aby wyplenić tych małych skurkowańców przeciwnik musi zużyć naprawdę sporo środków których... nie użyje gdzie indziej.

Nurglaczki nadają się więc w zasadzie wyłącznie do okopania się na objectivie i przekampienia na nim całej gry.

Od tyłu uroku jeszcze odrobinę więcej...

Jeśli chodzi o mój pomysł na nich to postanowiłem odtworzyć "ogrody nurgla" a więc tętniący zgnilizną i rozkładem demoniczny las w których maluchy radośnie baraszkują. Użyłem naturalnych liści, patyczków, korzonków, ziemi, pomalowałem na klasycznie zgniło-zielono-nurglowy i dorobiłem podstawkę w kwadrat.
Muszę przyznać, że jestem z nich dość zadowolony (jak na jedne z pierwszych modeli po powrocie do hobby) za wyjątkiem bardzo ambitnie zastosowanego efektu wody mającego imitować bagno - ten wyszedł... jak wyszedł. Czyli nie bardzo...

Zapraszam do oglądania i komentowania :)





A na koniec jeszcze - ramka na której widać te małe pokraki
Share
Tweet
Pin
Share
10 komentarze


Cześć,
W cyklu Codex Daemonicum zdążyłem już opisać podstawowe jednostki piechoty demonów khorna (bloodletters) i slaanesha (daemonettes of slaanesh), żywe miotacze ognia Tzeentcha (flamers of tzeentch) oraz szybką slaaneshową kawalerię (seekers of slaanesh).
Dzisiaj czas na coś z przeciwnego bieguna – powolne i niezdarne „plagusy” czyli Plaguebearers of Nurgle.

Pierwsza dziesiątka plagusów pomalowana przeze mnie rok temu 
(wciąż czekają na podstawki...)

Nurglem do tej pory grałem niewiele. Cały czas jednak chodził za mną pomysł na czysto nurglową armię. Dlatego dałem nurglowi drugą szansę, zapewniłem sobie spore posiłki dla PAPY i powoli horda śmierdzieli zaczyna nabierać kształtu.
W międzyczasie Games Workshop wydał długo oczekiwany General`s Handbook, który do gier w Age of Sigmar wprowadził punkty a wraz z punktami strukturę armii wymaganą przy kolejnych „stopniach” wielkości armii.

Zieleń i małe przeróbki na starych plagusach

Tutaj dochodzimy do pierwszej istotnej kwestii związanej z Plagusami – są jednostką „Battleline” co oznacza, że zapełniają wymagane „sloty” w armii. Spośród nurglowych demonów tylko one mają taką możliwość, z marszu stając się podstawowym wyborem.
Druga kwestia to ich koszt punktowy – jak przystało na standardową piechotę – 100 punktów to uczciwy układ. Maksymalnie w oddziale może znaleźć się 30 „śmierdzieli” co jest liczbą „w sam raz” (w przeciwieństwie do takich bloodletterów, których 30 to jednak za mało – według mnie dopiero 40 daje radę).

Śmierdziele z bliska

...i kolejne

Przechodząc już stricte do opisu plagusów muszę zaznaczyć, że spośród wszystkich podstawowych oddziałów demonicznej piechoty, plagusy są opcją zadającą zdecydowanie najmniej obrażeń/per model/per turę. Trzeba o tym pamiętać wybierając dla nich rolę na polu bitwy. Rolą ta powinno być albo screenowanie innych, cenniejszych jednostek albo uwiązanie szczególnie groźnej jednostki przeciwnika w miejscu (na baaaardzo długo). Ostatecznie można pokusić się o stwierdzenie, że przy scenariuszach z Matched Play jest to też świetna jednostka trzymająca objectivy, bardzo trudna do wyplenienia z zajmowanego miejsca. Dlaczego?

Szeroki uśmiech...brzucha

Tutaj zaczyna się nurglowa magia. Każdy Plaguebearer trafia na 4+, rani na 3+ i zadaje 1 obrażenie bez renda. ALE! Przy okazji ma również standardowego 5+ save ORAZ decydującą o ich przydatności zdolność negowania obrażeń i obrażeń śmiertelnych przy rzucie 5+. Może nie wygląda to jakoś wyjątkowo ale z doświadczenia wiem, że „5+ z przerzutem” potrafi zdziałać wiele, TYM BARDZIEJ, ŻE…
…Plaguebearersi mają jeszcze jedną umiejętność specjalną – otaczające je roje much powodują, że jest je bardzo trudno trafić. Oznacza to bazowy modyfikator w fazie strzeleckiej (-1 do trafienia). Przy czym modyfikator ten rośnie do (-2) w przypadku kiedy plagusów jest 20 lub więcej. Co więcej atakując taką hordę (20+) przeciwnik otrzyma ujemny modyfikator do trafienia (-1) również w fazie walki wręcz. W połączeniu z przerzucanym save`m czyni to z plagusów prawdziwe chwasty ;) 

Stare i nowe - zdjęcie rodzinne

Kolejna z ich umiejętności łączy się z obecnością bohatera ze słowem kluczowym plaguebearer (w praktyce tylko herald nurgla i epidemius), który jeszcze zwiększa przeżywalność plagusów, pozwalając im przerzucać „1” przy rzucie na save.
Na koniec oczywiście jak przy każdej innej demonicznej piechocie mamy jeszcze sztandar, który przy rzucie bravery równym 1 pozwala D6 zabitym wcześniej demonom wrócić na pole bitwy.

Stare i nowe ale od tej drugiej strony...

Jak będę używał plagusów? (bo że będę to oczywiste – battleline!!!)
Przede wszystkim jako trzymaczy objectivów, w drugiej kolejności jako osłonę dla bandy Putridów idących za nimi. Najlepiej gdyby w okolicy pojawili się też bracia Glott z End Times. Wtedy Nurglowe pokraki nie dość, że bardzo wytrzymałe to z dwoma atakami per model okażą się wyborem bardzo udanym. Pozostaje jeszcze pytanie - ilu śmierdzieli w jednostce?

Póki co tylko dwa - postęp o 100% w porównaniu do OSTATNIEGO WPISU

To zależy od reszty armii. Jeśli chcesz mieć elitarną armię oparta na muchach/putridach/dprincach to oczywiście dwie minimalne jednostki plagusów będą Cię kosztować 200 punktów ale musisz mieć świadomość, że ich wpływ na grę będzie znikomy. Jeśli chcesz, żeby rzeczywiście coś na stole znaczyli to trzeba w nich zainwestować minimum 400 punktów (jeden oddział 30 – mający wszystkie bonusy wynikające z liczebności i nie tracący ich zbyt szybko (11 plagusów ciężko zabić) i jedna 10 trzymająca objectiv)

Póki co tylko dwa - postęp o 100% w porównaniu do OSTATNIEGO WPISU

Ok. w plusach i minusach:
+ Trzymają battleline
+ Odporne na obrażenia dzięki dodatkowemu ignorowaniu ran na 5+
+ Ujemne modyfikatory dla przeciwnika strzelającego do nich i walczącego z nimi w zwarciu
+ Ciekawe comba - Jedna z umiejętności generała chaosu (z GH) pozwala na odjęcie przeciwnikowi -1 od wyników rzutu trafienia w pierwszej turze bitwy co oznacza przy plagusach praktycznie całkowite uodpornienie na ostrzał (przynajmniej na jedną turę). Ciekawie też zapowiada się combo z Bloabem dającym ujemny modyfikator do trafienia jednostkom w promieniu 7"  (-1).

- Wooooolne (jak na Nurgla przystało)
- Słaby współczynnik zadawanych obrażeń 
- Mała liczba ciekawych batalionów w których można je zawrzeć w punktowym systemie gry (Cohort of Nurgle jest baaardzo słaby, Tallyband of Nurgle jest baaardzo duży, innych brak :) )

Na dziś to tyle :)
Do następnego!
W.
Share
Tweet
Pin
Share
10 komentarze


Cześć,
Dzisiaj garść przemyśleń o szybkich dziewczynach jeżdżących prawie nago na prawdziwych bestiach. Nie, nie mam na myśli letniego sezonu motocyklowego. Czas rzucić okiem na demonice slaanesha w wersji kawaleryjskiej zwane również dla niepoznaki seekerkami lub jak kto woli Seekers of Slaanesh.

chorda demonów slaanesha, czyli porządna orgia na horyzoncie.
 
O wersji pieszej pisałem już jakiś czas temu TUTAJ.

Jak może pamiętacie (albo właśnie przeczytaliście) bardzo pozytywnie oceniłem przydatność demonic na stole. Tak się jednak złożyło, że przegrały one konkurencję o miejsce w mojej armii z hordą bloodletterów z powodu ich (demonic) mniejszej skuteczności (którą przeczuwam jak Góral pogodę – mortal woundy to mortal woundy a po ostatnich zmianach i FAQ ze strony GW kusicielki slaanesha spoooro straciły o czym później).

Nocna impreza demonetek slaanesha

O ile jednak „piechotne demonice” nie zagrzały u mnie miejsca o tyle seekerki na swych wierzchowcach mają w mojej armii miejsce GWARANTOWANE.
Dlaczego? Ano już śpieszę z wyjaśnieniami. W punktach:

  • Najszybsza kawaleria w armii demonów i jedna z najszybszych w AoS (14” bazowego ruchu)
  •  Bieg na 2D6” (w przeciwieństwie do standardowego D6”)
  • Chyba NAJISTOTNIEJSZE – możliwość szarży po biegu
  • Dwa ataki demonic z dodatkowymi dwoma atakami wierzchowca
  • Umiejętność specjalna – wynik rzutu na trafienie =6 pozwala Ci wykonać dodatkowy atak. To naprawdę duży bonus, który zostanie jednak ukrócony już niedługo – po wprowadzeniu pitched battles, czyli gier punktowych nie będzie możliwe generowanie dodatkowych ataków poza pierwszym. Gwoli wyjaśnienia – tak, owszem, można było mieć złotą serię i rzucać 6 kilka razy z rzedu na te dodatkowe ataki. Mój rekord to 4 (!!!)z rzędu.
  • Jak każdy oddział demonów również i seekerki mogą/mają sztandar, który przy rzucie na bravery = 1 powoduje powrót na pole bitwy D6 zabitych wcześniej demonic. Miłe prawda?
  •  Tak. W razie czego można je również przyzwać.
 Slaanesh. Tego nie ogarniesz.

W punktach zatem już było. Teraz pokrótce opisze czemu te punkty są tak istotne.
Standardowy stół na jakim toczymy bitwy ma 48”. Wystawiamy oddział na skraju strefy rozstawienia a więc na 12”. 12” + 14”ruchu + średnio 7” biegu + średnio 7” szarży daje efektywny zasięg … praktycznie do wszystkiego w pierwszej turze ;) Czyni to z demonic idealne narzędzie do polowania na maszyny i artylerie wroga, który albo musi ustawić je na samym kraju stołu, albo dodatkowo zabezpieczyć oddziałami zaporowymi pozwalając Ci tak naprawdę wpłynąć na to w jaki sposób rozstawi swoje jednostki. Całkiem poważnie – strach przed szybkim zagonem demonic w pierwszej turze wśród moich przeciwników jest dość powszechny.
W dodatku oddział którego używam liczy 10 modeli. To razem 20 ran z sv 5+. Przeciwnik nie może zignorować takiego zagrożenia tuż przed swoją linią wojsk dlatego bardzo często koncentruje się właśnie na nich, dając tym samym czas moim wolniejszym jednostkom na dotarcie do celu w mniej przetrzebionym przez ogień zaporowy składzie. 

 Demonice zazwyczaj zaczynają bitwę na jednym ze skrzydeł

Tyle tytułem opisu zalet szybkości tego oddziału. Kolejną zaletą jest ilość ataków wypłacanych przez demonice. Każdy model to łącznie 4 ataki. 2 „z góry” z dodatkowym rendem -1, 2 „z dołu”. Oznacza to, że efektywnie do walki w pierwszej rundzie wchodzi średnio 5-6 demonic (ze względu na przeszkody terenowe rzadko kiedy udaje się rozwinąć szerszą linię do szarży). To daje ok. 20 podstawowych ataków w pierwszej turze. To dużo ale do tego zawsze należy dodać te kilka szóstek które wypadną przy atakach „z góry” (tylko demonice mają tą umiejętność, wierzchowce nie) i robi się już naprawdę krwawo… Zazwyczaj taka ilość ataków pozwala przebić się przez słabiej opancerzone oddziały zaporowe, czy pojedynczego bohatera w jedną turę.  Jeśli przeciwnik nie sprowadzi posiłków to mamy otwartą drogę na tyły gdzie czekają armaty, tabory i inne przyjazne Domenicom rozrywki.


W ramach zobrazowania tego JAK SZYBKIE SĄ w porównaniu z resztą armii.

Ostatnim wartym opisania plusem jest ich „przeżywalność”. Jak każda kawaleria tak i seekerki mają 2 rany każda. Jak wszystkie demony mają też standardowego 5+ sv. Co oznacza, że przeciwnik musi rzucić naprawdę sporo w ten oddział, żeby przebić się przez niego we względnie szybkim czasie (czyt. Zanim dojdą bloodlettery w moim przypadku). Dość często seekerki potrafią przytrzymać oddział czy nawet dwa przez całą bitwę zwłaszcza, że przy odpowiednich rzutach na bravery odradzają się jak każdy inny oddział. Powoduje to bardzo często znaczny spadek morale przeciwnika (ostatnio miałem sytuację, kiedy dwa razy z rzędu odrodziło mi się 5 (!) demonic. Przeciwnik szlochał i zabijał je w kółko połową armii).


Nigdy nie waham się szarżować. Tutaj kolejny test "przeżywalności".

Żeby nie było tak całkiem różowo – są też minusy. Niewiele. Ale jednak.
Pierwszy z nich to dość marne umiejętności walki. Hit 4+, wound 4+ tak demonic jak i wierzchowców powoduje, że czasem z wiadra kości na początek wpada ledwo 3-4 rany. Jeśli w dodatku szło to w ciężko opancerzony oddział (a już w najgorszym przypadku w ciężko opancerzony, wielowoundowy oddział w stylu rycerzy chaosu, demigryfów, putridów) to okazuje się, że de monetkom brakuje siły przebicia. Nie to, że nie dadzą rady. Dadzą czystą statystyką ilości ataków, ale potrwa to dłużej niż powinno. 

 Demonice w naturalnym środowisku wyrzynające obsługę baterii artylerii krasnoludów

Drugi minus jest taki, że jeśli planujesz rzeczywiście alpha szarżę w pierwszej turze to dobrze mieć w armii coś co będzie mogło szybko wesprzeć walczące daleko z przodu demonice. W przeciwnym wypadku przeciwnik zdąży rzucić cała armie na nie i tym samym wyrżnie je w pień zanim Twoje zwarte szeregi dotrą na miejsce akcji. Dobrze zatem mieć coś lata, teleportuje albo summonuje. Pamiętaj, demonice slaanesha nie lubią samotności ;)


Im tłoczniej, tym lepiej. Demonice nie lubią samotności.

Trzeci minus (jak dla kogo) to taki, że demonice nie lubią samotności a w dodatku lubią imprezy grupowe. 5 demonic to za mało. Dopiero 10 rozkręca imprezę a to kosztuję już nieco punktów.

Więcej grzechów nie pamiętam, raz jeszcze podkreślam, że to naprawdę jeden z must have w mojej armii (tuż obok flamerów). Po prostu możliwości taktyczne wynikające z zasięgu ruchu i szarży, oddziaływanie na przeciwnika poprzez stwarzanie sobie różnych możliwości i siła ataku tej jednostki sprawiają, że „polecam tego allegrowicza” z czystym sumieniem.

PS. Zdjęcia z różnych bitew przedstawiają demonice które jakiś czas temu kupiłem już pomalowane oraz piątkę w kolorze sprue grey ;) która czeka na swoją kolej do malowania.

PS.2. Jeśli macie odmienne zdanie o seekerkach - piszcie, jeśli jakieś inne ciekawe spostrzeżenia - piszcie też.

Do następnego,
W



Share
Tweet
Pin
Share
3 komentarze
Cześć,

Jak wiecie walczę z ambitnym - przynajmniej jak dla mnie - projektem o którym pisałem już wcześniej TUTAJ. Prace powoli posuwają się do przodu więc postanowiłem wrzucić kolejną porcję fotek i informacji o samym modelu.

Pierwsze co musiałem zrobić to rozłożyć go na części pierwsze. Wbrew pozorom nie było to takie proste jak się spodziewałem. Napawa mnie to satysfakcją bo bądź co bądź to moja robota ale też przysporzyło sporo problemów przy "rozbiórce".
Mimo przeciwności udało się jednak rozdzielić wszystkie elementy (przy pomocy acetonu, mnóstwa wrzątku i nieocenionych narzędzi dentystycznych w połączeniu z dużą ilością przyłożonej siły). Nie obyło się bez kilku wpadek, klej w dwóch miejscach zwyciężył i zamiast rozkleić elementy ułamałem je, ale mam nadzieję że bez problemu złącze je przez pinowanie.

Rozłożony na części pierwsze Hellcannon
Ułamany bolec łączący część z resztą ramy działa
Przy okazji tego etapu pracy, przypomniałem sobie, że Hellcannon składa się z 23 oddzielnych części (nie licząc obsługi i łańcuchów mocujących go do ziemi, które to niestety łańcuchy zaginęły gdzieś dawno temu za górami i lasami). To dużo jak na model GW z tamtych lat. ;)
Drugi ciekawy fakt - zważyłem wszystkie części (nie wiem w zasadzie czemu, testowałem działanie ulubionej wagi kuchennej żony po drobnych naprawach). Wyszło równe 300 g.
Dla porównania - plastikowy Daemon Prince waży według tej samej wagi 39 g, a dwóch plastikowych Bloodletterów 3 g. 

Po rozłożeniu na części pierwsze zaczęło się czyszczenie. Kąpiel w acetonie i późniejsze szorowanie rozwiązały problem i tą część mogłem uznać za zakończoną. Raz jeszcze metalowy model okazał się łatwy w czyszczeniu (spodziewam się, że z finecastowym byłoby dużo więcej pracy i uwagi na tym etapie).
Przy okazji kilka fotek już rozłożonych elementów przed ostatnim etapem czyszczenia z farby:

 Elementy ramy działa po pierwszym etapie czyszczenia

 "Kołpaki" kół głównych po pierwszym etapie czyszczenia

Komplet kół działa z podstawką 25mm dla porównania wielkości
Przy okazji rozkładania modelu jedna fotka dla zobrazowania spasowania poszczególnych części, które delikatnie rzecz biorąc nie jest najlepsze i na późniejszym etapie będzie wymagało sporo rzeźbienia.

"Spasowanie" elementów lufy działa
Wyczyszczone - na miarę możliwości - wymyte i wysuszone elementy trafiły na taśmę lakierniczą ;). Na wszystkich nałożyłem podkład z puszki GW - Chaos Black. Tutaj nie ma co się szczególnie rozpisywać. Bez problemów.
Czarny podkład, czarny chleb i czarna kawa (na zdjęciu tylko podkład)
Jeśli chodzi o prace przy samym modelu to pierwsze elementy zyskują powoli bazowe kolory, ale póki co nie nadaje się to jeszcze na sesję foto.
W tym samym czasie starałem się również ogarnąć temat podstawki pod działo i obsługę (w moim zamyśle wszystko będzie stało na jednej podstawce). 
Pierwszą i zasadniczą kwestią jaka się pojawiła jest oczywiście rozmiar bazy. Sprawa nieco się tutaj komplikuje, bowiem po przymierzeniu modelu do owalnej bazy od Bloodthirstera doszedłem do wniosku, że jest ona zwyczajnie za mała jak na moje potrzeby. Poszukałem w sieci informacji o większych podstawkach i wydaje mi się, że ostatecznie padnie na tą wielkości bazy dla nowego Archaona (160mm round base). Poniżej fotografie ilustrujące dylemat i wielkości podstawek:


 Owal pod monstrualną kawalerię - czyli jak "dłoń w rękawiczce" ;)

"Okrąglak" pod Daemon Prince`a na którym z trudem mieści się sama armata
Talerzyk deserowy, czyli Archaonowa podstawka (w gratisie porównanie ze starą wersją)
Myślę, że przy założeniu skonstruowania niemal scenicznej bazy pod model i obsługę 160mm powinna sprawdzić się najlepiej.
Drugim elementem prac nad podstawką były pierwsze próby z różnymi miksturami mającymi imitować błoto (i łączenie tychże z miksturami śniegu). O tym jednak również następnym razem, bowiem póki co czekam na efekty wczorajszych działań (wszystko musi wyschnąć, opaść, stężeć, związać itp. itd. żeby można było ocenić realne efekty). Póki co z pierwszych prób jestem zadowolony, ale z pewnością jest jeszcze co ulepszać (a przy okazji okazało się, że przy dobrym błocie śnieg wygląda bardzo słabo).

Na teraz zatem to wszystko, do następnego!
W.




Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Cześć,

Tym razem na warsztat - dosłownie i w przenośni - trafia jedna z ciekawszych jednostek z armii Warriors of Chaos - Hellcannon.


1. Czyli o tym co było...
Pamiętam jak debiutował w hordzie Archaona, kiedy ten próbował po raz pierwszy zniszczyć stary porządek. Model robił wtedy niesamowite wrażenie, tym bardziej, że w obsłudze dzielnie służyły chaos dwarfy - dla wielu pozostające przedstawicielami mitycznej armii porównywalnej z jednorożcami.

Oryginalność Hallcannona od zawsze polegała na tym, że jako jedna z nielicznych jednostek w armii chaosu była przeznaczona w zasadzie wyłącznie do ostrzału. Działo to już było coś w owych czasach, co jednak powiedzieć o demonicznym dziale z zaklętą weń demoniczną esencją, strzelającym ładunkami czystej, chaotycznej energii, które w każdej chwili gotowe jest samo z siebie rzucić się do przodu w ślepej szarży aby dosłownie zeżreć nieszczęśników których dorwie?

Brzmi zacnie, wygląda świetnie, co więc było z nim nie tak? Pierwszym problemem był fakt, że zajmował slot "Rare" w którym konkurencja była mocno zacięta, drugim jego koszt punktowy, trzecim zaś ogólna kompozycja najmocniejszych armii chaosu opartych na maksymalizacji obrażeń w CC, w tych warunkach mocne, ale nie "OP" demoniczne działo nie broniło się na tyle, aby na stałe zagościć w moich rozpiskach.

2. Czyli o tym co jest...
Archaonowi jednak ostatecznie coś się udało, udowodnił bogom, że w przeciwieństwie do pewnego pana z dużym szponen i kompleksem odpadających ramion potrafi poradzić sobie z siłami porządku i zniszczyć nie tylko jedną planetę ale całe uniwersum.


Wraz z nadejściem nowego uniwersum nadeszły też nowe zasady dla Hellcannona. Nagle okazało się, że jest to jedna z najlepszych broni dystansowych w całej grze.
Jej siła polega na tym, że w przeciwieństwie do zwykłych armat, ta zadaje mortal woundy, w dodatku strzela dwa razy w turze, trafiając i raniąc (przy zwykłym szczęściu) na 3+. W dodatku nie musi widzieć swojego celu. Po prostu - odpalasz i zapominasz o wybranej jednostce w odległości do 48". Urocze.
Mniej urocze jest to, że przeklęty demon tkwiący w machinie lubi w najmniej odpowiednim momencie wyrwać się spod kontroli i rzucić się do szarży. Na nic łańcuchy, na nic kajdany, krasnoludy mogą tylko patrzeć jak Hellcannon radośnie szarżuje do przodu.


Mimo tej wady w mojej armii ma póki co pewne miejsce. Idealnie nadaje się do polowania na wrogie machiny, których całkiem sporo w Age of Sigmar, podobnie szybko rozprawia się z bohaterami (mortal woundy to naprawdę mocna rzecz). Z moich doświadczeń wynika jasno, że Hellcannon albo jest MVP bitwy albo jest liderem peletonu i poza tym nie robi nic.

3. Czyli o tym co będzie...
Będzie mam nadzieję odświeżony Hellcannon na dużej, owalnej podstawce w klimacie naprawdę głębokiego błota i roztopów. Zdjęcia powyżej przedstawiają stan obecny, czyli moje malowanie sprzed dekady kiedy to dysponowałem kilkoma dosłownie farbami, starym pędzlem i entuzjazmem, który nie pozwalał na zbytnie rozwodzenie się w tematach cieniowania, szejdowania, glowingu i innych takich.
Mam zatem zamiar rozłożyć go na części pierwsze, wyczyścić, zaszpachlować (szpachla, szpachla szpachla..) i pomalować na nowo, mniej więcej w stylu modeli (w tym 3d), których fotografie wyszukałem w ramach zbierania materiałów:


Drugą częścią projektu jest stworzenie "scenicznej" podstawki pod działo, utrzymanej w błotnisto-śnieżnej tonacji. Ma być brudno, ma być realistycznie. Tutaj też wyszukałem trochę materiałów poglądowych, zarówno jeśli chodzi o materiały z których błoto dobrze zrobić jak i o sam proces jego tworzenia i umieszczania na podstawce i samym dziale (i tak - duuużo można się nauczyć z modelarstwa redukcyjnego).

 

Materiały i tutoriale:
  • Świetny tutorial/step-by-step na temat weatheringu (rdza i przede wszystkim BŁOTO) dostępny TUTAJ 
  • Tutorial dotyczący tworzenia błota - krok po kroku, świetnie wyjaśnione, ale co Coloured Dust to Coloured dust... Konkretnie TUTAJ
Mam nadzieję sukcesywnie wrzucać zdjęcia z postępami prac i ostatecznie pokazać nieco odświeżone demoniczne działo.

Oby się udało, do następnego!
W.


Share
Tweet
Pin
Share
5 komentarze
Older Posts

Labels

artworks battle report painted taktyka

recent posts

Created with by BeautyTemplates| Distributed By Gooyaabi Templates